Tanie wino

Wino truskawkowe , 05 lutego 2010, 15:32

Często zastanawiam się, czy spieranie się o filmy ma w ogóle jakiś sens. Jednemu się bardzo podoba, a drugiemu zupełnie nie - i co może wyniknąć z dyskusji między nimi? Odbiór filmu to przecież kwestia gustu, wrażliwości, nastroju danego dnia, oczekiwań.. Ale czy z drugiej strony miałoby to oznaczać, że o filmach nie da się powiedzieć zupełnie nic obiektywnego? I że w ogóle nie ma obiektywnie złych filmów w takim razie? Piszę tę notkę, bo wierzę, że rzeczowa dyskusja o filmie ma jednak sens. Posługując się analogią muzyczną - jednemu może się podobać rock, drugiemu jazz, ale jeżeli słyszymy, że ktoś fałszuje, to jest to obiektywnie złe.

Ta notka poświęcona jest fałszom w filmie "Wino truskawkowe". Tym fałszom, które nie pozwalają mi się pogodzić z opiniami, że to jest dobry film. Spróbuję być obiektywny, analizując poszczególne składowe tego dzieła.

A oto skład wina:

HISTORIA
Historia jest niestety bardzo banalna. Bohater po przejściach przyjeżdża na prowincję, gdzie wśród prostych ludzi odnaleźć ma mądrość i sens życia. To że historia ta jest prosta i oklepana samo w sobie nie jest jeszcze złe, ale żeby chwyciła musi być opowiedziana w sposób ciekawy. Ja niestety nie zauważyłem żadnych ciekawych elementów, a jak się okazało zakończenie filmu przewidziałem niestety trafnie już po 15 minutach. Inne oryginalne elementy w rodzaju "rozmowa z duchem" zostawię z litości bez komentarza.

DIALOGI
Siłą filmu mogły by być dialogi. Prości ludzie mają przecież w sobie mnóstwo mądrości (albo tak wydaje się tym zakochanym w prowincji, bo ja akurat mam co do tego wątpliwości). Jak wyglądają dialogi w tym filmie? Jest kilka ciekawych zdań wypowiadanych przez Mariana Dziędziela, czy Mieczysława Grabkę, ale niestety równie dużo kwestii mocno pretensjonalnych, vide "Trzeba żyć", albo opowieść o lataniu. Najkoszmarniejsza jest chyba kwestia wygłaszana przez Edka (Cezary Kosiński), który opowiada o swoim pobycie w Stanach. Brzmi to jakoś tak: "Pracowałem na Green Poincie i miałem tam taki job, jechało się carem.." itp. Miało to ośmieszyć bohatera, ale ośmieszyło reżysera. Wyszło żenująco.

KILMAT
Klimat prowincji, uśpionego miasteczka, gdzie nikomu się nie spieszy, gdzieś na styku kilku kultur. Jak dla mnie brzmi dobrze i powinien być to atut filmu. Niestety nie jest, bo film od pierwszej do ostatniej sceny razi sztucznością. Maciej Stuhr jest świetnym aktorem komediowym, ale trudno choć przez sekundę uwierzyć w kreowaną przez niego w tym filmie postać zapitego traktorzysty. Takich fałszów jest w tym filmie mnóstwo, praktycznie wszędzie tam, gdzie reżyser próbuje budować klimat. Na przykład w scenie Wigilii, zakończonej pijaństwem i wspólnym śpiewaniem pieśni - scena jest tak rozpaczliwie sztuczna, że zaciskałem zęby do bólu.

AKTORZY
Jest w tym filmie kilku świetnych aktorów, którzy tworzą przekonujące role: Marian Dziędziel, Mieczysław Grabka, Jerzy Radziwiłowicz. Ale nie są niestety w stanie uratować filmu, skoro na pierwszym planie jest drętwy jak kołek Jiri Machacek, mówiący głosem Wojciecha Malajkata. Ten bohater miał podobno w filmie ewoluować, ale po twarzy Machacka doprawdy trudno się połapać, żeby zachodziły w nim jakieś zmiany. Partneruje mu słowaczka Zuzanna Fialova, która mówi łamaną polszczyzną, z której da się zrozumieć mniej więcej połowę.

DŹWIĘK i MUZYKA
Dźwięk jak w polskim filmie, tyle że jeszcze oczko niżej. Sporej części dialogów nie da się zrozumieć. Na początku mi to przeszkadzało, ale z czasem przestało. Muzyka Michała Lorenca jest właściwie całkiem dobra, ale tego filmu nic nie mogło uratować.

ZDJĘCIA
Zdjęcia właściwie też są mocną stroną filmu... aczkolwiek niestety za dużo wyraźnej i oczywistej zrzynki z "Euforii" (ujęcia z ruchomej kamery z dużej wysokości na pojazd jadący po pustym polu). Ponadto reżyser nadużywa ujęć, pokazujących co rusz widok na osadę i góry z lotu ptaka. Po co to ciągle powtarzać? Doszedłem do wniosku, że chyba po to, żeby przypomnieć widzom, że to Bieszczady, po oglądając film łatwo o tym zapomnieć.

Wiem, że przekonanych i tak nie przekonam, ale jestem ciekaw, jak to możliwe, że te wszystkie fałsze Was nie raziły? W tym filmie niestety nie czuć żadnego klimatu prowincji, nie ma żadnej "głębokiej mądrości prostych ludzi". Jest licha historia bardzo licho opowiedziana.

Podziel się na Facebooku!

Zacznij odbierać film jako coś więcej niż obraz, staraj się zrozumieć motywy i inspiracje twórcy. Wtedy to wszystko nabiera nowego sensu moim skromnym zdaniem.

Czytasz czasem poezje? Hym to tak wygląda raczej nie inaczej.

Ponadto reżyser nadużywa ujęć, pokazujących co rusz widok na osadę i góry z lotu ptaka. Po co to ciągle powtarzać? Doszedłem do wniosku, że chyba po to, żeby przypomnieć widzom, że to Bieszczady, po oglądając film łatwo o tym zapomnieć.

Może to inspiracja filmem "The Room"?

No tak. Ciężko mi konkretnie odpowiadać na zarzuty, bo film widziałem rok temu. Myślę, że bliższa Ci jest wersja prowincji z "Domu złego", a tę "stasiukową" afirmację wiochy po prostu odrzucasz. Podstawową zaletą filmu jest to właśnie, że
Jabłońskiemu udało się oddać ducha prozy Stasiuka - pisarza którego ja osobiście cenię bardzo, ale wiem też, że ma on wielu przeciwników. Mogę częściowo zgodzić się z tym , co piszesz, tyle że jako całość film ma klimat i ten klimat urzeka pozytywnym obrazem niepozytywnego świata (w przeciwieństwie do "Złego"). Twoje argumenty są bardzo racjonalne, a "Wino..." jest rzeczywiście tanie.
Ale tanie wino może być dobre, jak się je pije w odpowiednim miejscu i okolicznościach.

I w dobrym towarzystwie!

Co powiesz na "Wisienkę" nad Odrą?

Zawsze byłem fanem Byka. Tego co nie wiadomo czy jest Bykiem czy Byxem, bo taką dziwną miał naklejkę. O taką:

Kurde - owocowe, czerwone i słodkie. Dobre musiało być. Jeśli możesz, żeby za dużo nie offtopować, opisz mi na privie jego smak. Robią to jeszcze?
Moim marzeniem niespełnionym jest póki co "Arizona" i "Czar Pegeeru" - ech, łezka się w oku kręci . "Rajska jabłoń " - wino jabłkowe, miodzio. Wczesna młodość się przypomina. Truskawkowe też piłem - wchodziło jak aksamit i bukiet miało przedni, zapach lata. Obecnie jest na topie chyba "Leśny dzban", ale nie wiem, bo trochę wypadłem z obiegu.

Komandos Zielony na topie ;)

http://www.winka.net/top-30.html

Ja jedynie odrzucam założenie, że jak ktoś jest prostym człowiekiem, to na pewno ma w sobie mnóstwo mądrości, bo to taka sama bzdura, jak sąd, że wszyscy co mieszkają na prowincji są źli i głupi.

Ale filmy o takiej sielskiej prowincji lubię. Naprawdę. "Wsi moja sielska anielska", czy filmy oparte o prozę Hrabala są fantastyczne. Ale to co udaje się Czechom zdecydowanie nie udało się w tym filmie, który razi mnie sztucznością. Po prostu wszystko to wygląda dla mnie nieprawdziwie i tyle.

Ja tego fałszu nie poczułem, dla mnie to były detale. Możesz mnie nazwać totalnym bezguściem, zalanym tanim winem popegeerowskim bękartem z Arizony, ale ja na takie filmy czekam i jest ich w naszej kinematografii za mało wg mnie. Przecież nurt chłopski w polskiej literaturze: Kawalec, Nowak, Myśliwski - toż to potęga, dlaczego w polskim filmie w XXI wieku tak mało tego typu filmów? Być może obiektywnie i proza Stasiuka i film Jabłońskiego to pretensjonalny badziew, ale sam widzisz, że ludziom się podoba takie kino, że za takim kinem tęsknią. Tak myślę, że Twój perfekcyjny, analityczny zmysł może czasami wieść Cię na manowce. Nie w Bieszczady, ale w pozbawioną łagodności krainę irytacji ;) Co do "Wsi moja sielska anielska" , "Na skraju lasu" czy "Święta przebiśniegu" Menzla to bez dwóch zdań są to filmy o wiele lepsze od "Wina truskawkowego.

Nie mogę Cię nazwać totalnym bezguściem, bo mam zbyt wysoki poziom zbieżności gustu z Tobą ;P

Mój chłodny analityczny umysł uruchomiłem dopiero pisząc notkę. Wcześniej po prostu oglądałem film i po jakichś 5 minutach już widziałem, że będzie źle, bo czułem fałsz. "Pretensjonalny badziew" to właściwie dość trafne określenie, ale starałem się być bardziej rzeczowy ;)) A poza tym nie chciałem nikogo obrazić, w końcu wiadomo, że ludzie są wrażliwi na punkcie swojej wrażliwości :)

Nie obrażam się, tylko tak trochę po swojemu żartuję - jeśli na żenująco niskim poziomie - trudno;-). Może tak - film wiernie oddaje klimat prozy Stasiuka, co mi osobiście bardzo odpowiadało. Jest to trochę na zasadzie - albo akceptujesz albo Cię odrzuca. Ciebie akurat odrzuciło. Cóż - "trzeba żyć".

Domyśliłem się, że to był żart :)

A co do filmu, to trochę się właśnie obawiałem takiej puenty, że "albo akceptujesz, albo Cię odrzuca", bo taką puentą można by zakończyć dyskusję o wielu filmach. Z drugiej jednak strony jest dla mnie jasnym, że nie przekonam Cię, że film był zły, skoro Ci się podobał. Muszę z tym żyć :P

De gustibus.... Mam pomysł na notkę na temat percepcji filmu w różnych warunkach np. Kino vs Kino domowe, albo tv po 23 jak zasypiasz po całym dniu to wtedy ciężko, żeby film Ci się spodobał jakikolwiek , gdy już prawie śpisz. Albo idziesz z kobietą do Mulipleksu i kupujesz dwa bilety , dwa zestawy nachos z podwójną kolą , wydajesz 100 i nie ma bata - film musi się podobać. No właśnie - jakie warunki są najbardziej optymalne dla obiektywnego odbioru dzieła? Moim skromnym zdaniem będzie to zestaw DVD koło szóstej rano w sobotę zanim się wszyscy w domu obudzą. Jak tu być obiektywnym?

Ja oglądałem o 20.00 na kinie domowym. Nie byłem zmęczony.

Mam ambiwalentny stosunek do tego filmu. Byłam po projekcji rozczarowana tym chwalonym zewsząd filmem, ale cały czas myślę o tym, że przecież to na podstawie "Opowiadań galicyjskich" Stasiuka... I tu się z Tobą nie zgodzę, że wiernie oddaje klimat prozy Stasiuka. Otóż problem w tym, że nie oddaje. Stasiuk jest bardziej subtelny. Jego proza mimo że opisuje prowincję bardziej wyrafinowana. Wg mnie - zupełnie inna półka.

Stasiuk subtelny? Gnój, kwachy, pornole - to nazywasz subtelnością? Może dostrzegasz w jego prozie coś, czego ja nie widzę, ale cenię jego twórczość m.in. za dosadność. Tak samo jest z filmem - jest w poetycki sposób prostacki, dlatego mi się podoba.

Myślę, że nie o to chodziło z "subtelnością". Raczej o to, że coś co brzmi "poetycko" w książce, może zupełnie stracić gdy pokaże się to dosłownie na ekranie.

Może . Co tam było? Człowiek. Może dostał? Może.

:) To mi przypomniało, że mam gdzieś nagrane "Czarne słońca", których nigdy nie widziałem. A Ty widziałeś może lapsus?

Jak przez mgłę pamiętam, że dawno temu w telewizji.

Tak... język i styl w literaturze pozwalają na takie sztuczki. W filmie też pewnie by się dało. Ale się nie udało. Magia też wypada dość blado. W porównaniu do tej w prozie Stasiuka.

Tak, nie ma co słówek się czepiać, rozumiem o co Ci chodzi. Pytanie tylko, czy w filmie jest rzeczywiście tak źle, bo moje refleksje są zupełnie inne. Czytając Stasiuka co raz potykam się o jakiś językowy kwiatek. I wiesz co? Nawet to polubiłem, bo tworzy on integralny świat języka powieści, nie szkodzi, że niedoskonały. Z filmem IMHO jest podobnie, jak zaczniemy rozbierać go na drobne fragmenty i przyglądać się każdemu słówku, każdej postaci, okaże się fałszywy, banalny - co chcesz. Jeśli zaakceptujemy integralność tego świata, to jest szansa, że się nie rozleci. Wam coś nie zagrało w tym filmie od początku i potem każdy fałsz brzmiał, jak skrobanie pazurem po szkle. Tak myślę. Znam trochę prozę Stasiuka i nie byłem rozczarowany tym, co z nią zrobił Jabłoński. Albo - jego widzenie prozy Stasiuka było zbieżne z moim. Dlatego nie usłyszałem tych fałszywych dźwięków. I bardzo mi z tym dobrze.

Przychyliłabym się do tej ostatniej hipotezy. Ale jest coś też w tym, co wcześniej napisałeś, choć to nieco, w moim przypadku, szerszy problem: ja w każdym filmie szukam tych fałszów (jak również i kiczów), a chyba szczególnie jestem wyczulona na polskie filmy. Może dlatego, że je lepiej rozumiem, ze wszystkimi niuansami, które mogą mi umknąć w kinie zagranicznym. Nie muszę do tego "rozbierać" filmu, w tym przypadku też tego nie robiłam. Kocham Beskidy (i to właśnie te tereny, gdzie kręcono Wino!), uwielbiam "Opowieści galicyjskie", do Stasiuka mam wielką słabość, ale jakoś się nie odnalazłam. Bardzo chciałam. Pewnie jestem za krytyczna. Prawdę mówiąc, nie przypominam sobie polskiego współczesnego filmu, który by mnie tak do końca zachwycił.

@lamijka Z drugiej jednak strony większość publiczności podnosi ocenę filmom polskim, właśnie dlatego że są polskie i że czujemy w ich przypadku silniejszą więź kulturową. Nie znam statystyk Filmasterowych, ale strzelam, że gdyby przeanalizować filmy o średnich ocenach widzów ponad 7, to największy odsetek wśród nich stanowić będą filmy polskie (a w każdym razie na pewno znaczący).

Zresztą, spójrzmy na Twoją ocenę "Wina truskawkowego" - niby kręcisz nosem na film, ale jednak oceniłaś na 7, co wcale nie jest przecież taką niską notą.

Masz rację, już obniżam. ;-) Oceniałam pewnie zaraz po obejrzeniu, a kocham Beskid Niski, może z sentymentu dałam tak dużo. A tak serio, to moje oceny się zmieniają z upływem czasu. Nie wiem, czy powinnam oceniać tuż po obejrzeniu, czy odczekać kilka dni... Niektóre filmy muszą sobie przetrzeć drogę do mnie i zabieram im to trochę.

Czuję silną więź z polską kulturą, ale to nastraja mnie krytycznie. Kocham i wymagam. ;-) Ale możesz mieć rację co do reszty populacji. Będę uważać na oceny polskich filmów i nie będę się nimi sugerować. Zawsze odejmę ze dwa punkty. Hmm.. tak sobie myślę, że może polski sposób robienia filmów po prostu do mnie nie przemawia. Jakkolwiek różny by on nie był. Ale mam obecnie spore zaległości - nie widziałam "Wojny polsko-ruskiej" ani "Dom zły".

@lapsus Napisałeś bardzo trafną myśl. Tak sobie myślę, że bardzo istotne w moim odbiorze mogło być to, że już na samym początku coś mi bardzo mocno nie zagrało i że to mogła być kluczowa rzecz, przez którą już potem moje ucho było wyczulone na fałsze. Tą "rzeczą" była postać głównego bohatera, czyli policjanta z Warszawy, granego przez Machacka (mówiącego ludzkim głosem ;)) Nie pasował mi bardzo, gdyby nie on, to pewnie oceniłbym film nawet o 2 oczka wyżej, ale naprawdę zupełnie nie byłem w stanie zaangażować się w jego historię.

Machaczkomalajkat może obrzydzić film - fakt.

Machacek ostatnio jakoś zdominował kino czeskie. Jak nie przymierzając Penelopa Cruz kino amerykańsko-hiszpańskie. Lubiłam Machacka jak grał drugoplanowe role.

@ald890 Cały jednak problem w tym, że ja takie niespieszne kino, dziejące się na prowincji, lubię. Z polskich filmów lubię na przykład bardzo "Zmruż oczy", czy "Moje miasto". Lub też zasadniczo cały ten bogaty nurt czeskiego kina.

Doskonale rozumiem, jakie były intencje twórcy, tyle tylko że dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane. Nie mam nic przeciwko tematyce, a jedynie oceniam realizację. Mam wrażenie, że to raczej Wy oceniliście film za "dobre intencje" i jeszcze dodaliście punkty za to, że to proza Stasiuka. Ale co z tego, że proza Stasiuka, skoro film wygląda sztucznie? O to mam pretensje tak naprawdę - o nic więcej.

A w ogóle to ja lubię punka, a tam wszyscy fałszują!

Film
Reżyseria
Scenariusz
Aktorstwo
Montaż
Muzyka
Zdjęcia

Wino truskawkowe



Eksperyment reklamowy

Rozpoczęliśmy właśnie współpracę reklamową z siecią ARBOnetwork. Nie zdziwcie się więc jeśli pod menu Filmastera zauważycie co jakiś czas duży banner reklamowy. ...

Konkurs na wideo-recenzję

Dawno nie było żadnego konkursu? Prawie 3 tygodnie! No to zaczynamy kolejny. Tym razem regulamin jest prosty: weź kamerę, aparat fotograficzny z ...

Recenzje z ENH 10 – nagrody

Tydzień temu zakończył się 10. MFF Era Nowe Horyzonty we Wrocławiu. Filmasterzy przybyli na festiwal licznie i zasypali wręcz serwis relacjami z ...

Planeta

Planeta krótkie recenzje

Planeta notki

Planeta komentarze